wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 9

To co dzisiaj przydarzyło się na treningu było dziwne. Alice postanowiła, że nikomu o tym nie powie. Nie chciała niepotrzebnych plotek i tak czuje się tutaj jak odludek. Postanowiła poszukać Starka. Chciała jak najszybciej wrócić do domu. Trochę jej głupio, że tak go wykorzystuje, ale to on sam powiedział, że bez jego zgody nie może nigdzie wyjść. 19-letnia dziewczyna musi się pytać czy może gdziekolwiek wyjść. To jest żałosne, ale innego wyjścia nie ma. W końcu zdecydowała się pójść poszukać go na samej górze. Weszła na drugie piętro gdzie się znajdowały laboratoria. Na dobrą sprawę na każdym pietrze znajdowała się przynajmniej para, ale na samej górze były najnowocześniejsze i najlepsze sprzęty jakie T.A.R.C.Z.A. miała, a tam gdzie jest coś najnowocześniejszego i najlepszego to na pewno jest i Stark. Weszła do pierwszej sali, ale tam nikogo nie było. Poszła do drugiej, a w niej znalazła tylko jakiś obcych naukowców ubranych w białe skafandry z maskami na oczy.
- Widzieliście może Stark'a? - Spytała niepewnie. Jeden z nich zdjął maskę ukazując duże ciemne jak noc oczy. Kogoś dla niej przypominał, ale kogo?
- Pewnie jest jak zawsze z Brucem - odpowiedział odrywając się na chwilę z wykonaniem czynności.
- W takim razie gdzie jest Bruce? - Zapytała zniecierpliwiona.
- Trzecie drzwi na lewo i jakbyś mogła... - Nie dokończył, bo dziewczyna już wyszła. Wolała nie słuchać nieważnych próśb. Idąc raźno liczyła każde drzwi. W końcu zatrzymała się przed tym miejscem o którym mówił tamten chłopak. Chwyciła za klamkę i pchnęła mocno drzwi przed siebie. W tym pokoju stały sprzęty bardzo wysokiej klasy tak jak się domyślała. Weszła energicznie do środka. Przy drzwiach stał Bruce robiący coś przy jakimś hologramie, a Tony stał kilka metrów dalej i majstrował przy swoim kostiumie.
- Cześć Bruce! - Serdecznie przywitała się z nim, a on na przywitanie machnął ręką. - Hej Tony! - Powtórzyła tym razem robiąc maślane oczy z nadzieją, że coś wskóra.
- Czego chcesz? - Spytał nie odrywając się od mechanicznej ręki.
- Czy ja zawsze muszę czegoś chcieć? - Odparła zirytowana. Spojrzał na nią spod robota. - No dobra. Zawieziesz mnie do domu? - Poprosiła kładąc rękę na jego ramieniu.
- Jestem teraz zajęty - odpowiedział ściągając jej dłoń. - Poproś Clint'a albo Steve'a żeby cię zawieźli.
- A nie ma innego sposobu? Autobus czy coś? - Powiedziała z grymasem.
- Jeśli chcesz iść pieszo minimum trzy kilometry żeby potem godzinę się ciągać po mieście to proszę.
- No dobra - westchnęła. - A ty Bruce? - Zwróciła się do drugiego Avengera.
- Na mnie nie licz - rzekł także nie odrywając się od pracy.
- To idę szukać Clint'a - odparła i szurając trampkami wyszła z sali.
- Pewnie jest w hangarze - usłyszała nikły głos Tony'ego. Zeszła na parter gdzie gromadziło się teraz najwięcej agentów. Była właśnie pora obiadowa. Nie wiedząc gdzie konkretnie znajduje się hangar spytała się jednego z nich, który okazał się tym samym co wtedy. Ciągle miała przed oczami niewyraźną postać podobną do niego, ale nie wiedziała kto to jest. Tak jakby jej podświadomość nie chciała tego wiedzieć.
- Jak na agentkę jesteś dość mało obeznana - zaśmiał się pogardliwie co nie ruszyło dziewczyny.
- Dopiero zaczynam - odpowiedziała mu krótko przyglądając się rysom agenta. Był to młody chłopak może w jej wieku. Blondyn o lekko roztrzepanych włosach i bardzo ciemnych oczach. Nie był bardzo zbudowany, a rysy jego były bardzo delikatne. - Powiesz mi gdzie to jest?
- Musisz wyjść z budynku, a potem kierować się na pas startowy samolotów. Dalej już będziesz wiedzieć jak, bo to jedyny najbliższy budynek przy pasie wylotowym - wytłumaczył. Ton jego głosu wydawał się dość zgryźliwy, ale ją to jakoś głębiej nie zaciekawiło. Alice podziękowała mu jakby od niechcenia i wyszła z budynku. Właśnie grzało wiosenne popołudniowe słońce. Minęła pas startowy, który był pusty i przez rozchylone drzwi bramy weszła do środka. W środku panowała cisza, tylko słychać było kroki brunetki. Zatrzymała się kiedy ujrzała Clint'a majstrującego przy jakimś samolocie. Nie widziała go dokładnie, bo spod pojazdu wystawały tylko jego nogi.
- Co tutaj robisz? - Zapytał zaciekawiony wychylając się spod samolotu. Był cały obsmarowany jakoś cieczą.
- Skąd wiesz, że to ja? - odrzekła z ciekawością zakładając ręce. - Masz tutaj jakąś kamerkę?
- Nikt tak głośno nie chodzi jak ty - odparł i wstał z ziemi.
- A ty pewnie psujesz ten biedny samolocik - zripostowała wskazując na pojazd stojący z tyłu.
- Musisz wiedzieć, że nie psuję, a naprawiam. Przynajmniej próbuję - podrapał się z frustracją po głowie.
- Zawieziesz mnie do domu? - Poprosiła dorzucając swój najpiękniejszy uśmiech.
- Stark nie jest już twoim szoferem? - Zaśmiał się.
- Ma dużo roboty - oznajmiła z  niecierpliwie przeskakując z nogi na nogę.
- Skąd ja to znam - westchnął po czym wyciągając kluczyki z kieszeni i wsiadł do stojącego z tyłu samolotu. Zmarszczyła gniewnie oczy.
- Miałeś mnie zawieść. Jak nie chcesz to znajdę kogoś innego kto by mi pomógł - bąknęła.
- Zawiozę cię - powiedział wciskając różne przyciski. Samolot wydał przeraźliwy burkot tak, że Alice musiała zatkać uszy żeby nie ogłuchnąć. - Wypróbujemy te cacko. Lecisz czy nie? - Spytał rozsiadając się na fotelu pilota. Weszła niepewnie do środka.
- Możesz tak o sobie włączać samolot i lecieć? Czy jesteś pewien, że on działa? - Pytała krzycząc, bo przez ten hałas szumiało jej w uszach.
- Tak w końcu można powiedzieć, że jest to mój pojazd, a czy działa to się przekonamy. W końcu jesteś Avenger co nie? Ryzyko to toje drugie imię - rzekł wciskając czerwony guzik, który zamknął wejście.
- Jestem ciekawa jak zareagują ludzie jak zobaczą latający pojazd na parkingu - zagadnęła retorycznie siadając obok Avengera.
- Stark ma własne lotnisko na dachu. Nie widziałaś? - Odpowiedział spoglądając na nią z ukosa. Dach w hangarze otworzył się, a samolot poderwał się z ziemi.
- Wiele rzeczy nie widziałam.
Znaleźli się w powietrzu. Dziewczyna wyjrzała przez okno. Wszystkie budynki były bardzo małe. Czuła się taka wielka wśród tego małego świata.
- Jeszcze się napatrzysz. To nasz główny transport - odparł, ale ona go nie słuchała. Nie mogła się nadziwić tego pięknego widoku. - Słuchasz mnie?! - Krzyknął po jakimś czasie. - Już lądujemy - oznajmił powoli opuszczając pojazd. Oderwała się od okna i wstała podchodząc do wyjścia. Gdy już wylądowali drzwi się otworzyły i brunetka wyszła z samolotu. Był już wieczór. Stała na dachu budynku. Podziękowała i ruszyła przed siebie nie wiedząc nawet gdzie ma iść. Tylko światła ulic Nowego Jorku umożliwiały jej jakiekolwiek widzenie. Stanęła nad przepaścią i spojrzała w dół. Na ulicach było pełno młodych ludzi, którzy każdego wieczoru wychodzą na ulice żeby się bawić. Nagle przypomniała sobie o propozycji Lisy o wspólnym wyjściu na imprezę. Nie był to głupi pomysł tym bardziej jak jest teraz sama, a Tony jest bardzo zapracowany. Wyjdzie na godzinę i wróci zanim Avenger wróci do domu. Pobiegła szybko w stronę schodów. Zbiegła z nich i znalazła się na tarasie. Przez drzwi balkonowe weszła do mieszkania. Otworzyła szafę gdzie pojawiły się przed jej oczami różne ubrania. Zaczęła je przekładać szukając czegoś fajnego. Zdecydowała się na czarną spódnice i biały top. Zrobiła szybki prysznic i była gotowa do wyjścia. Po cichu przemknęła przez dom. Wyciągnęła telefon żeby zadzwonić do koleżanki. Wykręciła numer i przyłożyła telefon do ucha. Chwyciła za klamkę, kiedy nagle poczuła, że ktoś stoi za nią. Szybko odwróciła się i za sobą zobaczyła Stark'a. Rozłączyła się odkładając telefon do torebki.
- Wybierasz się gdzieś? - Spytał zakładając ręce.
- Ja... - zmieszała się. - Nigdzie.
- Na pewno? Ja myślałem, że idziesz na imprezę - spojrzał na nią badawczym wzrokiem.
- Ja i impreza - zaśmiała się gorzko. - Chyba mnie jeszcze nie znasz - minęła go przechodząc do salonu.
- Wiem o tobie więcej niż się spodziewasz.
Popatrzyła na niego pytająco, ale po chwili znała już odpowiedź.
- Śledzisz mnie! - Krzyknęła.
- Nie - skrzywił się. - To nie w moim stylu. Ja kameruje - powiedział głosem takim jakby był dumny z tego co mówi, ale to jeszcze bardziej zdenerwowało Alice.
- Pewnie i w łazience mnie podglądasz! - Naskoczyła na niego.
- Nie, ale mogłabyś nie śpiewać jak się myjesz, bo strasznie fałszujesz.
- Nie chce cię znać! - Wykrzyczała i pobiegła do swojego pokoju. Może zachowała się jak typowa nastolatka, ale ją to nie obchodziło. Rzuciła się na łóżko i wsadziła twarz w poduszkę. Chciała krzyczeć. Była bez sił. Cały dzień ją wykończył, a to dopiero pierwsze dni.
***
Następnego dnia nie poszła do szkoły. Chciała uniknąć niepotrzebnego wysiłku. W zamian pojechała z Tonym do T.A.R.C.Z.Y. Do niego postanowiła się nie odzywać. Denerwowało ją ten jego durna pewność siebie. Już wolałaby mieszkać w małej klitce niż z tym dupkiem jak go zaczęła nazywać. Najlepiej by wróciła do domu. Do mamy. Przez chwile myślała o matce. O tym, że pewnie teraz ma święty spokój i normalnie może żyć. Całą drogę spędzili w ciszy. Na miejscu też do niego nic nie mówiła tylko wysiadła trzaskając za sobą drzwiami tak jak lubiła robić. Ruszyła do wejścia. Międzyczasie mijała wiele innych osób, których już znała z widzenia. Chciała jak najszybciej znaleźć Fury'ego. Może miałby dla niej jakąś ciekawą robotę. Nawet sprzątanie kibla by ją zadowoliło. Weszła do środka i zaczęła sobie przypominać drogę do jego gabinetu. Ruszyła pomału przed siebie wtykając nos w ziemię i nie patrząc czy ktoś jest przed nią aż w końcu poczuła lekkie uderzenie. Coś podobnego do zderzenia się z ścianą, ale to było nie tak bolesne. Nie zwracając uwagi na osobę ominęła ją i ruszyła dalej. Kiedy usłyszała za sobą śmiech odwróciła się pewna, że to znowu Pietro, ale to nie był on. Był to Steve. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę.
- Nie przywitasz się ze mną? - Spytał rozbawiony.
- Cześć Steve - rzekła sucho nie odrywając wzroku od ziemi.
- Tyle w tym miłości - zironizował co przyprawiło ją o dreszcz. - Dokąd idziesz?
- Do Fury'ego - odparła przyduszonym głosem.
- Nie musisz już iść, bo będziesz miała trening z Thorem - oznajmił.
- A ty skąd to wiesz? - Zapytała zaciekawiona.
- Mam swoje źródła - odpowiedział krótko i puścił brunetce oko. Pokręciła znacząco oczami. Odwróciła się na pięcie i zaczęła iść.
- Gdzie ty idziesz? - Zagadnął zdziwiony doganiając ją.
- Poszukać Thora, a nie widać? - Bąknęła.
- Nie widać, bo ja bym go szukał w pokoju narad, czyli tam gdzie się spotykamy wszyscy. Ja to tak nazywam - wyjaśnił.
- Fascynujące - zironizować. - Będziesz mi towarzyszył?
 - Furry mnie prosił żebym zobaczył jak ci idzie.
 Dziewczyna westchnęła ciężko. Mogła od razu mu powiedzieć, że idzie koszmarnie i nie nadaje się na Avengers'a. Nie podobało jej się te towarzystwo. Chętnie wolałaby ten czas spędzić z samym Thorem, ale jak tak Fury mówi to tak ma być o ile to wszystko jest prawdą. Zajście tam nie zajęło im dużo czasu. Sala ta znajdowała się na pierwszym pietrze niedaleko pokoi agentów. Można śmiało ją nazwać punktem obserwacyjnym, bo znajdowało się tam wielkie okno z którego było widać wszystko w odległości kilkunastu kilometrów. Steve popchnął drzwi, które uderzyły o boczną ścianę i zamknęły się z trzaskiem. W środku tak jak sądził był Thor, ale oprócz niego Natasha.
- Coś dzisiaj szybko - odezwał się bujając na obrotowym stoliku.
- Nie byłam dzisiaj w szkole - odpowiedziała.
- Przecież grzeczne dziewczynki chodzą do szkoły - uśmiechnęła się Natasha.
- Ja nie jestem grzeczną dziewczynką - odpowiedziała szerokim uśmiechem co w jej wykonaniu wyglądało idiotycznie.
- Idziemy! - Rozkazał Thor energicznie wstając. Cała trójka wyszła idąc gęsiego. Pierwszy szedł Thor za nim Alice, a na końcu Steve. Dziewczynę zastanawiało czego ją może nauczyć.
- Nauczysz mnie wbijania młotkiem śrubki? - Zaśmiała się.
- Nie - skrzywił się jakby ten żart sprawił mu przykrość. - Młot jest tylko dla wybrańców. Cię mam zaszczyt nauczyć latania.
- Latania! - Zaśmiała się głośno.
- Skoro umiesz znikać, czarować i szybko biegać to czemu nie umiałabyś latać? W końcu jesteś "Super Dzieckiem" - odwrócił się do niej i rzucił porozumiewawcze spojrzenie dla Steve'a żeby ten zostawił ich na razie samych. "Super Dziecko"? Brzmi to jak postać z filmu dla dzieci o superbohaterach. Trochę speszyło ją te określenie, ale chyba nie zwróci uwagę dla Avengera i to jeszcze boga, który jest od niej o wiele silniejszy. Może brzmi to dziwnie, ale czasami boi się ich kiedy słyszy te wszystkie rzeczy jakie oni zrobili dla świata. - Chodź za mną - powiedział wskazując na schody, które stały przed nimi. Powoli zaczęli wchodzić po nich. Schody nie były długie, ale bardzo strome i dziewczyna musiała trzymać się balustrady. - Wiesz jak ptaki uczą latania swoje pisklęta? - Zagadnął.
- Zrzucają je z gniazd, chyba - odpowiedziała chociaż szczerze mówiąc nie miała pojęcia. Stali właśnie na balustradzie pod którą znajdowała się duża pusta hala. Brunetka wychyliła się żeby zobaczyć jak jest wysoko, a było dość żeby serce zaczęło bić mocniej. Thor, który przyglądał się jej zachowaniu podszedł do niej bliżej tak, że czuła jego oddech na plecach. - Nie wiem jak ty to chcesz zrobić - rzekła nie odrywając oczu od gołej bez żadnych materaców i innych zabezpieczeń podłogi.
- Zobaczysz - odparł i w tej chwili popchnął Alice, która tracąc równowagę runęła w dół z krzykiem. Spadając czuła się jak głaz, który z coraz większą szybkością leci w dół żeby potem zostawić po sobie na dole krwawy ślad. Z nią też tak będzie. Zostanie tylko plama. Miała już śmierć w oczach. Zaczęła machać rękami jak ptak z nadzieją, że na samym dole wzbije się w powietrze, ale dobrze wie, że tak nie będzie. Zamknęła oczy. Nagle poczuła jak ktoś ją łapie i przestaje spadać.
---------------------------------------
Oto po dłuższej przerwie rozdział 9. Nie jest to jakiś super rozdział. Szczerze to nawet napisałam go od niechcenia. Ciągle coś zmieniałam, dodawałam aż w końcu wyszło coś takiego. Osądźcie go sprawiedliwie. xD Zachęcam do komentowania, bo to motywuje. :)
3 komentarze=następny rozdział 

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 8

W środku stały pojedyncze grupki uczniów. Alice idąc przez korytarz zaczęła szukać swojej szafki. Były one żółte i na każdej było napisane imię, nazwisko i klasa ucznia. Ściany były pokryte graffiti, a podłoga marmurową posadzką. Na prawie samym końcu znalazła swoją szafkę. Stała ona między dwiema innymi przy których stały jakieś dziewczyny. Przycisnęła torebkę do siebie i powoli podeszła do nich. Wyciągnęła kluczyk i włożyła go do dziurki. Próbowała otworzyć ją, ale szafka ani drgnęła. Zwątpiona uderzyła pięścią w nią.
- Czasami się zacinają - odezwała się jedna z nich. Była to blondynka o złocistych włosach, które luźno opadały na jej ramiona i niebieskawych oczach. Miała na sobie białą sukienkę w czarne groszki i czarne szpilki. Odsunęła ręką zdezorientowaną Alice do tyłu i zaczęła nocować się z szafką. W końcu drzwiczki się otworzyły i ukazały się dwie puste szafki i małe lusterko.
- Dziękuję - podziękowała cicho prawie niesłyszalnie.
- Nie ma za co! - Odpowiedziała jej wesoło dziewczyna. - Jestem Lisa - przedstawiła się wyciągając rękę na przywitanie. - A to jest Nicole - wskazała ręką na brązowooką brunetkę, która stała obok.
- Alice - rzekła wstydliwie.
- Miło cię poznać! Pewnie to ty jesteś tą nową.
- No raczej - odparła od niechcenia i wrzuciła książki do środka.
- Będziemy razem w klasie - oznajmiła Lisa.
- Super! - Powiedziała z ironią i zakluczyła drzwiczki. Ruszyła przed siebie do klasy od fizyki. Pierwszą lekcję miała z swoim wychowawcą, panem Smithem. Tak przynajmniej pisało na planie lekcji. Weszła do klasy. Wszystkie okna były zasłonięte i w pomieszczeniu panował półmrok. Ławki były jednoosobowe ustawione w czterech rzędach. Na samym końcu siedziała grupka chłopaków, a jakieś dwie dziewczyny siedziały na początku. Usiadła na środku i położyła torbę na ławkę. Wyciągnęła komórkę w której był SMS od Starka:

Po lekcjach przyjadę po ciebie.

Odłożyła telefon i nagle wystraszyła się widząc obok siebie dwie nachylone do niej z dwóch stron dziewczyny.
- To twój chłopak? - Zapytała jedna z nich.
- Nie - zaśmiała się z goryczą. Przez uszy jej nie przeszło, że mogłaby być ze Starkiem. Są dwiema różnymi charakterami i gdyby nie mieszkanie ze sobą nie mieliby nic wspólnego. Nawet nie wie czy nadawałby się na przyjaciela, a co dopiero na chłopaka.
- Jesteś taka ładna, że aż myślałyśmy, że to może twój chłopak - odezwała się zawstydzona Nicole. Alice poczuła, że się rumieni. Słyszeć takie rzeczy od osoby o wiele ładniejszej od niej. Nigdy nie uznawała się za ideał piękna. No bo co mam czego inni nie mają? Myślała mijając każdą dziewczynę. Chciała już coś odpowiedzieć kiedy do sali wszedł jakiś mężczyzna. Był to wysoki facet około 40-stki. Miał na sobie czarny garnitur z granatowym krawatem, a na twarzy widniały duże okulary i wąsy. W prawej ręce trzymał dziennik z napisem 3A.
- Zaczyna się - westchnęła Lisa i odwróciła się w stronę tablicy. Rozpoczęła się lekcja. Pan Smith był nauczycielem fizyki. Alice to nie zachwycało, bo niebyła z tego przedmiotu geniuszem chociaż szło jej dzisiaj bardzo dobrze. Wychowawca okazał się całkiem przyzwoity. Na długiej przerwie znowu przyszły do niej te same dziewczyny. Tym razem przysiadły się do niej kiedy brunetka jadła obiad.
- I jak ci się podobają lekcje u nas? - Zapytała ją Nicola.
- Nie są takie złe - odpowiedziała. Chciała dodać, że w ostatniej szkole nawet dnia nie wytrzymała, ale wolała to zachować dla siebie. - Nauczyciele też są całkiem mili.
- Czasami potrafią być fajni - przyznała brunetka biorąc kęs kanapki. - Nasz wychowawca też jest całkiem, ale czasami trudno go zrozumieć.
Patrzyły na nią takim wzrokiem jakby chciały wiedzieć o niej coś więcej, ale nie mogła nic im o sobie powiedzieć. Nagle od stołu wyskoczyła jak oparzona Lisa.
- Mam pomysł! - Krzyknęła tak głośno, że aż osoby przy innych stolikach się odwrócili. Nicole chwyciła ją za rękaw i sprowadziła na dół. - Alice może masz ochotę wybrać się dzisiaj wieczorem na imprezę? Będzie super zabawa! - Zapewniła ją blondynka.
- Nie jestem pewna czy będę mogła - rzekła niepewnie.
- Jesteś w trzeciej klasie liceum. Dlaczego byś nie mogła wyjść na jedną imprezę? - Zdziwiła się dziewczyna. Dobre pytanie. Może dlatego, że nie jest taką osobą za którą ją biorą i ma moce o których jeszcze nie ma pojęcia. Oczywiście tego nie powiedziała w zamian zaczęła coś mamrotać pod nosem. W końcu zadzwonił dzwonek i wszyscy ruszyli na lekcje.
***
W końcu wszystkie lekcje się skończyły. Alice szybko wyszła zostawiając dziewczyny daleko w tyle. Na parkingu tak jak się umawiała czekał na nią Stark. Rzuciła torbę na tył i wsiadła do środka zatrzaskując za sobą drzwi.
- Jak minął pierwszy dzień w szkole? - Zagadnął ruszając z piskiem opon.
- Tak jak każdy inny - odpowiedziała mrużąc oczy. - Zabierasz mnie do T.A.R.C.Z.Y.? - Bardziej stwierdziła niż spytała.
- Tak. Masz dzisiaj drugi trening. Tym razem z Pietro. Pewnie się cieszysz - spojrzał na nią z ukosa.
- Czemu bym miała się cieszyć? - Zapytała zdziwiona.
- Dość dużo czasu spędzacie ze sobą.
- Nie przesadzaj. Skąd o tym wiesz? - Na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec, którego szybko zakryła.
- Ja wiem wszystko - wyszeptał i gwałtownie zatrzymał pojazd. Dziewczyna szybko złapała za rączkę od siedzenia.
- Zwariowałeś! - Krzyknęła podrywając się.
- Nie. Jesteśmy na miejscu - rzekł z drwiącym uśmiechem.
- Mówiłam ci już, że cię nienawidzę? - Zagadneła retorycznie.
- Ani razu.
- W takim razie mówię ci to po raz pierwszy. Nienawidzę cię - wybełkotała naburmuszona.
- Nie jesteś pierwsza i jedyna, która to powiedziała - rzucił i wysiadł. Chciała mu zwrócić jakąś niegrzeczną uwagę, ale postanowiła zachować ją dla siebie. W zamian głośno westchnęła. Tony podszedł do niej z drugiej strony i otworzył drzwi. Gestem wskazał żeby wyszła.
- Jaki dżentelmen - rzekła z ironią wychodząc z samochodu.
- Jeśli chcę to potrafię - odpowiedział i trzasnął drzwiami. Ruszyli do budynku. W drzwiach stał opierając się o framugę Pietro. Kiedy podeszła do niego on uśmiechnął się wywołując u Alice kolejny napad rumieńców.
- Chyba nie będziesz w tym ćwiczyć - stwierdził wskazując na jej ubranie. Spojrzała na nie po czym znowu na niego.
- Nic innego nie mam - wyznała szukając wzrokiem Starka, ale go już nie było.
- Nie musisz się martwić. Coś wykombinuję - ruszył przed siebie. Szli przez korytarz w dosłownej ciszy. Dziewczyna słyszała tylko swoje bici serca. Przystanęli przed drzwiami. Pietro wyjął z kieszeni bluzy kartę i otworzył je. Przed jej oczami pojawił się pokój. Podobny do tego co mieszkała na początku, ale ten wydawał jej się ciaśniejszy. Pierwszy wszedł do niego Maximoff, a za nim niepewnie brunetka. Czuła się jakoś niezręcznie obserwując wszystkie ruchy chłopaka, które były bardzo swobodne. Odłożył kartę na biurko i otworzył szafę w której zaczął coś grzebać. W końcu wyciągnął z niej jasnoróżowy dres. - Trzymaj. Powinien pasować - wręczył go Alice. Dziewczyna stała wryta patrząc na strój. Nie za bardzo przepadała za tym rodzajem ubrania. - Tam jest łazienka - wskazał na brązowe drzwi. Wyrwała mu dres z ręki i nie pewnie weszła do środka. Zaczęła się przebierać. Strój pasował na nią idealnie, ale i tak czuła się w nim jak worek. Spojrzała na siebie w lustrze i pomyślała gdzie tutaj widać ideał? Po prostu go nie ma. Wyszła z powrotem do pokoju znajdując w nim leżącego na łóżku Pietro.
- Wygodnie się leży? - Spytała zakładając ręce na piersi.
- A żebyś wiedziała, że tak - odpowiedział kładąc ręce pod głowę.
- Idziemy czy nie? - Zagadnęła w końcu zniecierpliwiona.
- Idziemy, idziemy - odparł wstając z łóżka. Otworzyła drzwi i we dwójkę znaleźli się na korytarzu. Ruszyła przed siebie nie czekając aż Avenger zamknie drzwi.
- Nie musisz tak pędzić. Jeszcze się nabiegasz - rzekł doganiając ją.
- Twoja siostra nie będzie zadowolona, że dałeś mi jej ubranie? - Spytała marszcząc oczy.
- Się okaże - wzruszył ramionami. Znaleźli się pod drzwiami, które prowadziły do hali treningowej. Pietro kopnął je, które z hukiem otworzyły się. Weszli do środka. Alice stanęła na środku sali. Na około panowała ciemność. Wzrokiem znalazła kontur ciała chłopaka. Stał oparty o ścianę, a na jego czarne adidasy padało nikłe światło z zewnątrz. Przez chwile stali tak kiedy w końcu łokciem zapalił światło. Zapanowała jasność. Dziewczyna gwałtownie zamknęła oczy od nagłego światła, a kiedy je otworzyła przed sobą zobaczyła Pietro. - Zaczynamy - rzucił z uśmiechem. Spuściła głowę i odsunęła się od niego o kilka kroków. Podniosła ją z powrotem, ale Avenger znowu był przy niej.
- Nie mogę mieć chwili prywatności? - Powiedziała zdenerwowana zakładając ręce na biodra i tupiąc energicznie stopą.
- Od chwili kiedy mamy razem trening to nie - odpowiedział po czym przysunął się do niej jeszcze bardziej tak, że dzieliły ich nikłe centymetry. - Widzisz ten słup? - Wskazał na jakiś betonowy fragment budynku, który znajdował się jakieś pięćset metrów dalej. Kiwnęła głową. - Masz przebiec go na około i wrócić tutaj. Daje ci na to trzy sekundy.
- Trzy sekundy! - Niemal krzyknęła.
- Może na początek rzeczywiście za mało - przyznał. - Masz pięć sekund.
- O wiele lepiej - prychneła. - Nie wszyscy są tak super szybcy jak ty.
- Fury powiedział, że jeszcze wiele mocy nie jest w tobie odkrytych, wiec może ty też umiesz bardzo szybko biegać, a o tym jeszcze nie wiesz.
- Skąd masz taką pewność?
- Nie mam, dlatego powiedziałem może - odparł i stojąc za nią chwycił ją obiema rękami za jej ręce. Na jej twarzy pojawił się wyraz zawstydzenia. - To nie jest w cale takie trudne. Zamknij oczy - rozkazał jej, a ona to zrobiła. - Wyobraź sobie, że jesteś - zamyślił się - gepardem, a co gepardy robią?
- Biegają - odpowiedziała głosem lekko zdławionym, a zarazem tak bardzo dziecinnym.
- Brawo, więc wyobraź sobie, że jesteś takim gepardem i musisz biegnąć - rzekł powoli ją puszczając. Alice stała tak myśląc o tym co dla niej powiedział. Wyobrazić sobie, że się jest zwierzęciem? To zabawa dobra dla dzieci, a nie dla prawie dorosłej osoby. Chyba. Chciała już mieć to za sobą. Wrócić do domu. Tego nieprawdziwego. Do Starka chociaż tak na prawdę nie darzyła go sympatią. Odrobić lekcje jak na osobę chodzącą do szkoły przystało. Być chociaż przez chwilę normalnym człowiekiem. Czy o coś wielkiego proszę? Myślała tak przez dłuższy czas aż w końcu dojrzała do tego momentu. Poczuła w sobie zwierzę. Złość mieszana z żalem do samej siebie sprawiła, że pobiegła, ale jak pobiegła! Czegoś takiego nigdy nie czuła. Wszystko inne wydawało się takie niedostrzegalne. Za wolne dla niej. Była tylko ona i droga po której się poruszała. To było prawie jak latanie. Nie czuła gruntu pod nogami. Poruszała się w powietrzu. Minęła słupek w niemal dwie sekundy. Na zakręcie ledwo wyrobiła się, a dalej biegła jak nigdzie dotąd. Była już prawie na miejscu, kiedy pojawił się problem. Jak zahamować? Zaczęła po prostu stawać machając przy tym rękami, ale gdy to robiła pod nogami czuła taki żar jakby jej buty miały zaraz spłonąć. Poczuła jak ktoś ją łapie. Jak robi obrót i ląduje na ziemi. Otwiera oczy, a obok siebie widzi Pietro. Scena wygląda niczym z filmu. Chłopak i dziewczyna, sami w niezręcznej sytuacji. W takich momentach dochodzi zazwyczaj do pocałunków, ale czy będzie tak teraz? Teraz nie była między nimi odległość centymetrowa. W ogóle jej nie było. Patrzyli sobie w oczy. Te niebieskie oczy jeszcze nigdy zdaniem Alice nie były takie niebieskie. Przynajmniej jej się tak wydawało. Wiedziała, że każdy ruch sprawi, że przeżyje swój pierwszy pocałunek, ale czy chciała tego teraz? W tym momencie? Z tą osobą? Nie potrafiła na nic odpowiedzieć, tylko patrzyła w jego oczy, które teraz wydały jej się najpiękniejszymi oczami na świecie. Z każdą minutą oddech jej przyspieszał, a serce biło tak jakby miało wyskoczyć. Miała już to zrobić kiedy drzwi się otworzyły na oścież, a do środka weszła Wanda. Dziewczyna poderwała się szybko czerwieniąc się ze wstydu. Wanda patrzyła na nich też zdezorientowana.
- Chyba wam przeszkodziłam - odezwała się po chwili niezręcznej ciszy.
- Nie. My już kończyliśmy - odpowiedziała i spojrzała na Pietro, który siedział bez ruchu z głową opuszczoną do ziemi. Uśmiechnęła się pod nosem dziękując za wspólny trening, przynajmniej za jego część. Minęła łukiem dziewczynę i zniknęła w drzwiach.
***
- Widzę, że ciekawie minął wam ten trening - powiedziała i usiadła na betonowy stopień.
- Nie ważne - odpowiedział podnosząc się z ziemi.
- Nie sądziłam, że ona tak ci się podoba - przyznała zakładając nogę na nogę.
- A ty skąd to wiesz? - Spojrzał na nią pytającym wzrokiem. Wanda odwróciła głowę. - Znowu czytałaś mi w myślach! - Krzyknął na nią zdenerwowany. - Mówiłem ci żebyś mnie zostawiła w spokoju! Znajdź sobie inną ofiarę! - krzyknął po raz drugi i kopnął jakąś betonową część.
- Zmieniłeś się przez nią. Już nie jesteś tym samym Pietro co kiedyś - stwierdziła z spokojem chociaż, że jego słowa coraz bardziej ją raniły. - Ona cię zniszczy. Widziałam to.
- Twoje przepowiednie są do dupy - bąknął nadal zdenerwowany na nią.
- Dobrze wiesz, że w większości się sprawdzają.
- Mówisz tak, bo jesteś po prostu o nią zazdrosna! Boisz się, że cię wygryzie z grupy przy tym zabierając tobie mnie. Nie jestem głupi Wanda, ale nie możesz mnie mieć na wyłączność - jego ton był chłodny i niezmieniający się.
- Mam gdzieś tych Avengersów! Ja boję się o ciebie! Co jak co, ale jesteś moim bratem i chcesz czy nie będę się o ciebie martwić, bo tylko ty mi zostałeś - podniosła głos, który był bliski płaczu, ale starała to ukryć.
- Nie jestem twoją własnością - powtórzył i wyszedł z pomieszczenia trzaskając za sobą drzwiami i zostawiając swoją siostrę samą.
------------------------------------
 Poprzedni rozdział był krótki to ten zrobiłam trochę dłuższy. Jak wam się podoba? :) Miał być już w środę, ale ze względu, że przez kilka dni byłam nad morzem i nie miałam czasu pisać, a wena w tym nie pomagała, więc jest dopiero dzisiaj. :) Zachęcam do komentowania, bo to motywuje. :)
3 komentarze = następny rozdział

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 7

Właśnie wsiadała do samochodu, kiedy odezwał się Stark:
- Pierwszy raz widziałem jak ktoś tak zareagował na propozycję pójścia na kawę - stwierdził wkładając kluczyki do stacyjki.
- Nie miałam ochoty - powiedziała broniąc się, ale w głębi duszy żałowała swojego czynu.
- Tak, tak - rzekł z ironią odpalając samochód. Było to przyjemne popołudnie. Lekki wiaterek ochładzał gorące wiosenne słońce.
- Nie musisz ze mną siedzieć w domu. Możesz nawet mnie tutaj wysadzić. Przejdę się - zaproponowała, kiedy mijali Central Park.
- Powiedziałem ci, że cię zawiozę, a ja słowa dotrzymuje - odpowiedział z całkowitą pewnością. Zaparkował samochód i ruszył w stronę mieszkania. Machał kluczami i zarazem gwizdał człapiąc przez korytarz. Zadziwiał ją ten jego luz. To jak do każdej sytuacji podchodził bez żadnego problemu. Weszli do mieszkania. Rzucił kluczyki na stół i rozkładając się na brązowym skórzanym fotelu wyjął spod niego notes.
- Co ty robisz? - Spytała zdziwiona stojąc naprzeciw niego.
- Pisze regulamin domu - odpowiedział zapracowany. Delikatnie usiadła na róg stołu. Zaczęła przyglądać się mężczyźnie. Pisał, a raczej gryzmolił coś bardzo szybko. Kiedy skończył wyrwał kartkę i dał ją dla dziewczyny. Alice wytężała wzrok, ale nie mogła nic odczytać.
- Piszesz jak kura pazurem - stwierdziła obracając kartkę w dłoni.
- W takim razie powiem ci w skrócie - odparł. Wstał i zaczął przechadzać się po salonie. - Wstajemy nie wcześniej niż dziesiąta, chyba że to konieczność to wtedy tak. Nie zapraszamy nikogo spoza T.A.R.C.Z.Y. Masz zakaz wychodzenia bez mojej zgody i co najważniejsze nie masz prawa wchodzić do mojego pokoju - wyrecytował tak jakby znał to wszystko na pamięć.
- Regulamin jak za dyktatury - skwitowała to obruszona.
- Po części nie ja je wymyślałem.
- A kto? T.A.R.C.Z.A.? - Bardziej stwierdziła niż spytała.
- Może - mruknął i wyszedł do kuchni.
- Nie wyglądasz na osobę która ich słucha - rzekła idąc za nim. Kuchnia była tak jak wszystko bardzo nowoczesna. Na środku stał prostokątny blat, który robił za stół. Pod wschodnią ścianą stała lodówka, kuchenka i zmywarka, a pod zachodnią było miejsce do przyrządzania dań i zlew. Tony otworzył lodówkę i ją zamknął z grymasem.
- Może nie słucham ich, ale przestrzegam zasad - wyjaśnił i podrapał się z frustracją po głowie. - Trzeba byłoby zrobić zakupy - westchnął.
- Jeśli chcesz to możesz iść do sklepu, a ja na ciebie tutaj poczekam - zaproponowała siadając na kuchenny stołek. Stark zmierzył ją wzrokiem i rzekł:
- Zaraz przyjdę, tylko nie idź nigdzie - ostrzegł ją jak małe dziecko i wyszedł z domu zatrzaskując za sobą drzwi. W domu panowała pustka. Był już wieczór, ale tłumy nie ustawały w sklepach co oznaczało, że Avenger szybko nie wróci. Chwyciła za kosmyk włosów i zaczęła nim się bawić. Po pewnej chwili i to jej się znudziło. Wstała i zaczęła przechadzać się po kuchni. Nagle poczuła w sobie zmęczenie. Ziewnęła zatykając ręką usta. Zgasiła światło i po ciemku weszła do swojego pokoju. Położyła się przodem na łóżko i zamknęła oczy.
***
Obudził ją głośny dźwięk zegarka, który jakimś trafem znalazł się przy jej łóżku. Otworzyła szybko swoje zaspane oczy i spojrzała na zegarek. Była siódma rano. Wstała i poczłapała na zewnątrz. Przeszła przez pusty salon i znalazła się w kuchni, gdzie przy blacie siedział pijąc kawę już ubrany i przyszykowany Stark.
- To ty położyłeś do mojego pokoju budzik? - Spytała ledwo się kontaktując z otoczeniem.
- Jak inaczej miałbym cię obudzić do szkoły - stwierdził i podsunął do niej talerz z świeżymi bułkami. - Za półgodziny wychodzimy, więc zjedz teraz coś.
Chwyciła za jedną bułkę i zaczęła ją jeść.
- Podoba ci się praca szofera? - Zapytała ciekawa jego reakcji.
- Nie, ale nie mam innego wyjścia - przyznał odkładając kubek do zmywarki. Wzięła ugryzioną bułkę do ręki i z powrotem poszła do pokoju. Otworzyła szafę i przyjrzała się uważnie każdemu ubraniu. Postanowiła nałożyć biały T-shirt, koszulę w czerwonoczarną kratę i dżinsy. Skończyła jeść bułkę i była już gotowa do pierwszego dnia w szkole. To już na niej nie robiło takiego wrażenia jak za pierwszym razem. Kilka godzin lekcji i znowu pobyt w agencji. Każdego dnia to samo. Usłyszała pukanie do drzwi. Był to Tony. - Wychodzimy już - oznajmił jej i znowu zostawił ją samą. Chwyciła za poręczną torbę, która wisiała na drzwiach szafy. Wyszła i od razu zeszła do podziemi, bo czuła, że tam jest Avenger. Nie myliła się, bo mężczyzna już siedział w samochodzie. Otworzyła drzwi i wsiadła do środka. Rzuciła torbę na tylne siedzenie.
- Możemy już ruszać - oznajmiła i zapięła pasy.
- Nie musisz tego robić - powiedział odpalając samochód. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Czego mam nie robić?
- Zapinać pasów. Już chyba prawie nikt tego nie robi.
- Robię to dla własnego bezpieczeństwa - odwróciła wzrok w drugą stronę. Wyjechali na ulicę. Na ulicy było pełno młodzieży z plecakami i torbami, którzy szli do szkół. Niektórzy byli ubrani w szkolne mundurki, a inni w normalne letnie ubrania. Przejechał przez Piątą Aleje i stanął na parkingu przed szkołą. Był to stary niski budynek z gotyckimi oknami. Prowadziła do niego szeroka piaszczysta droga. Wzięła torbę i wyszła z samochodu.
- Zaprowadzić cię? - Zagadnął siedząc w środku.
- Nie, dzięki. Nie dam ci tej satysfakcji - burknęła i poszła w stronę szkoły. Szło tam wiele nastolatków aż nie mogła uwierzyć, że to prywatna, a nie państwowa placówka. Stanęła przed szklanymi drzwiami. Otworzyła je szeroko i weszła do środka.
-----------------------------------------
Łapcie 7 rozdział. :)
Tym razem trochę krótki. :p
Nie mam teraz za bardzo kiedy wstawiać, więc mogą być małe opóźnienia.
Zachęcam do komentowania, bo to motywuje. :)
3 komentarze = następny rozdział

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 6

Nowojorski krajobraz od rana dawał wyznaki. Hałas samochodów i tłumy ludzi oblegały ulice miasta. Dziewczyna już długo nie spała. Rzadko miewała twardy sen. Alice na pół śpiąco spoglądała na czyste błękitne niebo przez okno. Pojedyncze promienie słońca raziły jej zaspane oczy. Wyszła z pokoju.   Cały dom oblegała głucha cisza. Salon do którego weszła był ogromny. Skórzana kanapa i dębowy stolik stały na środku pokoju na małym podeście. Minęła je i podeszła do wielkiego okna. Przyłożyła czoło do zimnej szyby i spojrzała na ruchliwą ulicę.
- Wiesz, która jest godzina? - Usłyszała za sobą głos Tony'ego.
- Piąta rano - odpowiedziała nie odrywając oczu od okna.
- Normalni ludzie jeszcze śpią - powiedział zakładając ręce na piersi.
- Ja nie jestem normalna i ty chyba też - odwróciła się do niego. Miał na sobie piżamę, a jego ciemne włosy były rozczochrane. - Chyba dobrze spałeś -rzekła z lekkim uśmiechem na ustach.
- Nie każdy jak ty wstaje o czwartej nad ranem - odparł ironicznie i podszedł do baryka gdzie wyjął jakiś trunek. - Pijesz? - Zapytał podnosząc do góry szklaną butelkę z jasnobrązowym napojem.
- Nie lubię alkoholu - odrzekła siadając na sofę.
- Szkoda - stwierdził biorąc jeden łyk. - Wiesz, że będziemy musieli zrobić regulamin tego domu - powiedział odkładając szklankę na bok.
- Po co? - Zagadnęła zdziwiona.
- Po to żeby między nami nie dochodziło do niepotrzebnych kłótni - wyjaśnił.
- Wątpię, że to pomoże - burknęła z drwiącym śmiechem.
- Trzeba próbować - westchnął. - Pierwszy punkt będzie brzmieć: wstajemy najwcześniej o 10 rano.
- 10 rano? Tak późno?
- A to tylko w dni robocze.
- A co jeżeli o tej godzinie, kiedy śpisz akurat świat będzie potrzebował twojej pomocy? - Spytała z dużą przesadą.
- Wtedy zadzwonią - odpowiedział bez jakiegokolwiek entuzjazmu. Nagle usłyszeli nikły głos komórki Tony'ego. Mężczyzna podszedł do małego stolika z którego podniósł telefon. - Może rzeczywiście ktoś potrzebuje mojej pomocy - rzekł i odebrał.
- Jeżeli to prawda to zostanę wróżką - odparła z ironią.
- W połowie zgadłaś, bo na China Town szaleje jakiś psychopata z bronią - powiedział i rzucił telefon z powrotem na stolik.
- Mam rozumieć, że zostawiasz mnie tutaj samą?
- Nie. Jedziesz ze mną - oznajmił kierując się do swojego pokoju.
- Co! - Poderwała się zaskoczona.
- Spokojnie, zabiorę cię do T.A.R.C.Z.Y. - uspokoił ją. - Nie potrzebuję zbędnego balastu. Od tego są inni - rzekł i zniknął za ścianą. Nie miała wyjścia i musiała wrócić do pokoju żeby przebrać się. Wyjęła spod łóżka torbę, którą od wczorajszego wieczora nie ruszała. Wzięła brązowe rurki, biały top, jasny sweter i weszła do łazienki. Przebrała się i po pięciu minutach była gotowa. Wyszła z powrotem do salonu gdzie czekał na nią już Stark.
- Gotowa? - Spytał, a ona pokręciła głową na tak. Avenger chwycił za kluczyki i we dwójkę wyszli z mieszkania.
***
Kiedy dojechali na miejscu panował chaos. Wszyscy biegali w pełnej gotowości. Czyli tak to wygląda, pomyślała Alice idąc noga w nogę z Tonym. Weszli do środka gdzie od razu zaczepił ich jeden z agentów.
- W końcu jesteś - odezwał się do Starka. - Nasza załoga pojechała na miejsce.
- A kto konkretnie?
- Barton i Romanoff.
- Skończyli robotę?
- Jeszcze nie.
- W takim razie idę to zakończyć - rzekł zakasując rękawy i udał się dalej przez ciemny korytarz. Dziewczyna chciała z nim iść ciekawa co będzie dalej, ale zatrzymał ją ten sam człowiek.
- Z tobą chce rozmawiać Fury -zwrócił się do niej. Alice swój wzrok wkuła w ciemny korytarz, którym jeszcze chwilę temu szedł superbohater. Kiwnęła znacząco głową i ruszyła za agentem. Zatrzymali się przy brązowych drzwiach.
- To gabinet Fury'ego. Możesz tam wejść - oznajmił i odszedł. Dziewczyna niepewnie zapukała i weszła do środka. Było to ciemne pomieszczenie. Na środku stało biurko z papierami, a przy ścianach szafki z segregatorami.
- Alice powiedz mi w ilu szkołach byłaś przez te trzy lata? - Zagadnął ją spoglądając przez okno.
- W czterech - odpowiedziała zdziwiona pytaniem.
- Czyli szkoły państwowe odpadają. Za dużo będzie podejrzeń. Za to w prywatnych są małe klasy, ale wymagane duże opłaty - zaczął myśleć na głos. Alice nic z tego nie rozumiała. Zatrzasnęła drzwi za sobą i podeszła bliżej szefa wszystkich agentów, który burczał niezrozumiałe słowa. Po chwili przysłuchiwania się zrozumiała, że wymienia on nazwy szkół prywatnych w Nowym Jorku. Nie były to elitarne szkoły, tylko zwykłe prywatne z normalnymi uczniami i lekcjami. Przynajmniej tak się jej zdawało.
- Co to ma wspólnego ze mną? - Spytała zaskoczona.
- Mamy zamiar posłać cię do szkoły - wyjaśnił odwracając się w jej stronę.
- Do szkoły? - Zrobiła minę taką jakby nie rozumiała tego co powiedział. - Myślałam, że nie wrócę do niej nigdy.
- Myliłaś się - stwierdził. - Jesteś jeszcze niepełnoletnia i musisz chodzić do szkoły, a my nie chcemy niewykształconych superbohaterów.
- Skończyłam przecież szkołę.
- Ale nie liceum.
- Zawaliłam ostatni rok.
- To nie znaczy, że nie możesz go poprawić.
Dziewczyna zamyśliła się. Wrócić znowu do tej szarej rzeczywistości? Zaczęło się jej podobać życie superbohatera. Całe dnie spędzone wśród naukowców, od czasu do czasu złapanie jakiegoś złoczyńcy i mieszkanie w centrum miasta jak jakiś celebryta. Tylko jednego dla niej brakowało do szczęścia. Pieniędzy.
- Jeżeli to ma być dla mojego dobra - odpowiedziała z niechęcią.
- Zapisaliśmy cię do prywatnej szkoły, między Brooklynem, a Manhattanem. Jutro zaprowadzi cię tam Stark - oznajmił. Jak małe dziecko, które pierwszy raz szło do szkoły, pomyślała robiąc kwaśną minę. Odwróciła się na pięcie i podeszła do drzwi. Otwierając je usłyszała za sobą jego głos:
- Twoja matka może być z ciebie dumna. Dobrze to znosisz - pochwalił ją, a ona spuściła głowę i wyszła trzaskając drzwi. Ruszyła wąskim i krętym korytarzem w zamyśleniu. Pierwszy raz ktoś ją pochwalił. Nawet jej rodzona matka tego nie robiła. Dziewczyna zawsze sądziła, że ona po prostu brzydzi się nią. Teraz kiedy wie jaka jest prawda nie obwinia siebie za to, lecz coś w niej nadal tkwi. Tęsknota? Brakowało jej swojego starego pokoju, tej dużej szafki z książkami. Nie żeby jej się nie podobało mieszkanie u Avengera, ale jednak czegoś jej tam brakowało, tylko czego? Zdumiona spoglądała na czarną podłogę i białe ściany przez które od czasu do czasu było można zobaczyć nowoczesne laboratoria, a w nich ubranych na biało ludziki. Ci którzy siedzieli zlewali się z ścianą, które wszędzie były białe. Tylko biuro Fury'ego wydawało się bardzo ciemne. Włożyła ręce do kieszeni spodni i zgarbiła się przyspieszając kroku gdy nagle poczuła szturchnięcie w lewe ramie. Odwróciła się instynktownie i za sobą zauważyła nie wiadomo z jakiego powodu śmiejącego się Pietro.
- Drugi raz wpadłem na ciebie. To chyba przeznaczenie - odezwał się, a na jego twarzy było widać chytry uśmiech.
- Ja nie wieże w przeznaczenie - odburknęła i odwróciła się z powrotem.
- Jesteś taka bez humoru dlatego, że musisz iść do szkoły? - Spytał, co zamurowało Alice dosłownie.
- Skąd to wiesz? Śledzisz mnie? - Zapytała zdenerwowana.
- Jak ci powiem, że śledzę cię to co mi zrobisz?
Dziewczyna wzruszyła obojętnie ramionami. Wtem usłyszała kobiecy melodyjny głos, który zbliżał się w ich stronę. Był to głos siostry Pietro. Idąc rzuciła krótkie spojrzenie do Alice i zwinnym ruchem ominęła ją podbiegając do brata. Brunetka nie chciała być natrętna, ale coś ją trzymało żeby usłyszeć przynajmniej fragment ich rozmowy. Udając, że odchodzi zaczęła im się przysłuchiwać.
- Gdzie byłeś? - Spytała zmartwiona.
- Tu i tam - odpowiedział na odczepnego.
- Znowu śledziłeś tą nową - stwierdziła krzyżując ręce na piersi.
- Nie, a jak nawet to nie jest twój interes - warknął co zdziwiło Wandę jak i Alice.
- Wrócili już z misji - oznajmiła przez zęby. Dziewczyna postanowiła zostawić ich samych. Dotykając ręką gładkiej ściany przeszła przez prosty korytarz i znalazła się w głównym holu. Grupka agentów prowadziła właśnie jakiegoś faceta na przesłuchanie. Brunetka usiadła na półokrągłej sofie i wzięła do ręki gazetę, która leżała na małym stoliku. Na stronie głównej widniał napis POWRÓT MŚCICIELI. Był to artykuł o napadzie na bank, który odbył się tydzień temu i o Avengersach, którzy złapali sprawców.
- Bardzo szybcy są - usłyszała za sobą głos Steve'a. Spojrzała na niego. Oparty łokciami o oparcie sofy uśmiechał się do niej szeroko. - Mogę się przysiąść? - Zapytał wskazując na wolne miejsce obok niej.
- Jasne! - Odpowiedziała i odłożyła gazetę na swoje miejsce.
- Walczenie ze złem bardzo męczy - stwierdził rozsiadając się wygodnie. Alice przyglądała się mu uważnie. W niebieskim stroju opinającym każde jego mięśnie wyglądał całkiem dobrze. Odgarnęła swoje włosy na bok i lekko się do niego uśmiechnęła.
- Nie podobała ci się dzisiejsza akcja - powiedziała pewnie.
- To nie to samo co Hydra - westchnął. Popatrzył się w jej oczy i rzekł: - Może byś chciała wyjść na kawę?
Czy on mnie zaprosił na randkę? Pomyślała i przełknęła głośno ślinę. Nikt jej jeszcze nigdy nie zaprosił na randkę. Nawet nie sądziła, że do tego tak szybko dojdzie. Teraz nie wiedziała co powiedzieć. Lubiła Steve'a, ale czy tak, że aż iść z nim na randkę? Kątem oka zauważyła wchodzącego do budynku Tony'ego.
- Dzięki za propozycje, ale muszę wracać do mieszkania - szybko wstała i podbiegła do Stark'a. Chwyciła go za rękę i pociągnęła z powrotem do wyjścia. Nie lubiła odmawiać, ale teraz nie miała innego wyjścia.
-----------------------------------------------
Oto po dłuższej przerwie mamy rozdział 6!
Mam nadzieję, że się wam spodoba. :)
Zapraszam do komentowania, bo to motywuje. :)
2 komentarze = następny rozdział

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 5

Bez słowa wyszła z sali. Przeszła szybkim krokiem przez korytarze i znalazła się u siebie w pokoju. Był to mały pokój. Jednoosobowe łóżko podobne do szpitalnego, szafa, która stała w koncie i mały telewizor, który był przyczepiony telewizor. Cały pokój oświetlało okrągłe okno, które znajdowało się nad biurkiem. Nie miała wielu rzeczy do spakowania, bo nawet nie zdążyła się porządnie rozpakować. Otworzyła szafę i wyciągnęła wszystkie ubrania, które uważała za przydatne. Chwile zajęło jej ogarnięcie tego. Usiadła na łóżko wkładając twarz między nogi. Pragnęła być teraz tylko sama. W całkowitej ciszy. Od przyjazdu tutaj nawet tego nie mogła dostać. Teraz też nie było jej to dane, bo do pokoju wszedł Pietro.
- Nie zrobiła na tobie ta wiadomość żadnego wrażenia - rzucił na przywitanie i rozsiadł się na krześle stojącym przy biurku..
- To jest druga przeprowadzka w ciągu dwóch dni i na razie najmniej szokująca - odpowiedziała spoglądając na niego.
- Szkoda, że się wynosisz, bo bym miał z kim spędzać wieczory - powiedział udawanym smutnym głosem, a na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech.
- Mieszkasz tutaj?- Spytała zaciekawiona.
- Tak. W jednym pokoju z siostrą. Nie tak źle, ale mogłoby być lepiej - stwierdził jeszcze bardziej rozsiadając się w miękkim krześle.
- To nie możesz kupić mieszkania?
- Szukam, ale trudno znaleźć dobre tanie mieszkanie w centrum Nowego Jorku.
- A rodzice? Czemu nie mieszkacie z nimi?
- Nasi rodzice nie żyją - rzekł głosem poważnym. - Zginęli na naszych oczach jak byliśmy mali - utkwił wzrok w podłogę.
- Przykro mi - wybełkotała. Zrobiło jej się głupio. Zaczęła żałować, że w ogóle podjęła ten temat.
- Zdążyliśmy się z tym pogodzić - odparł wstając i odwrócił się do okna.
- Ja nigdy nie znałam ojca. Moja mama mówiła, że wyjechał w ważnych sprawach do Europy. Z nią także nie miałam najlepszego kontaktu - powiedziała i podeszła powoli do niego.
- Wyjechał, a nie zginął - zaznaczył jakby było to czymś bardzo ważnym. - Nie wiesz jak to jest stracić to co kochasz. Tak nagle zostaliśmy sierotami. Byliśmy sami. Musieliśmy w wieku dziesięciu lat dojrzeć do życia bez nikogo bliskiego, sami - rzekł głosem stłamszonym przez żal i smutek. Chociaż na jego twarzy było wymalowany spokój to i tak dziewczyna czuła, że przy każdym wspomnieniu o rodzicach w duszy strasznie cierpiał.
- Rozumiem twój ból - odparła łapiąc go za dłoń. Spojrzał prosto w jej brązowe oczy. - Ta dziewczyna przez którą potem kłóciłeś się z Tonym to twoja siostra? Dość impulsywnie się zachowałeś - zagadnęła żeby zmienić jakkolwiek temat.
- Tak to moja siostra, Wanda. Tylko ona mi została, dlatego nigdy nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić - przeniósł wzrok na drugą stronę, a jego głos zdawał się być srogi.
- Zachowałeś się jak prawdziwy brat - uśmiechnęła się lekko. W tym momencie do pokoju weszła Natasha.
- Myślałam, że jesteś sama. Nie przeszkadzam? - Spytała zakłopotana zauważając Pietro.
- Nie przeszkadzasz - odpowiedziała lekko zawstydzona wypuszczając z uścisku dłoń chłopaka. - Coś się stało?
- Tony pyta czy już jesteś gotowa?
- A sam nie mógłby się pofatygować i przyjść? - Rzekła krzyżując ręce na piersi.
- Nie wiem, ale jak chcesz wracać z nim to idź na parking, bo inaczej będziesz iść na piechotę - przestrzegła i wyszła z pokoju.
- Muszę już iść - westchnęła i wzięła do ręki torbę.
- Pomóc ci zanieść? - Zapytał troskliwym głosem.
- Nie trzeba - odparła i wyszła z pokoju. Założyła torbę na ramię i udała się na zewnątrz. Przed wyjściem stał zniecierpliwiony Stark.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz - powiedział i wyszedł przez główne drzwi.
- Pewnie byłoby ci to na rękę - parsknęła otwierając drzwi, które zamknęły się jej przed nosem.
- Czemu by nie - odrzekł wyciągając z kieszeni kluczyki od samochodu. Spojrzała na niego marszcząc czoło. Coraz bardziej wkurzał ją ten facet. Weszli na parking na którym stało mnóstwo samochodów. Stanęliśmy przy jednym z nich. Był to srebrny kabriolet. Alice aż wytrzeszczyła oczy kiedy zobaczyła ten pojazd.
- To twój samochód? - Spytała zaskoczona wskazując na niego palcem.
- Tak - odpowiedział przeciągle jakby był zdziwiony pytaniem. - Każdy ma taki. Oczywiście mój jest swojego rodzaju - dokończył przechwalając się. Dziewczyna przewróciła oczami i wsiadła do środka. Całą drogę nic nie mówiła tylko oglądała mijający krajobraz dużego miasta. Wiatr rozwiewał jej długie włosy. Tysiące ludzi przechodziło przez ulice Nowego Jorku. Biegli często nie zważając na innych. Byli zapracowani. To był najczęstszy obraz tego miasta. Wszyscy spieszą się i niezwracają na nikogo uwagi. Było to dobre miejsce dla Avengersów. Nikt na nikogo nie patrzy, nie przygląda się nikomu. Żyjesz w tajemnicy. Dojechaliśmy do centrum miasta gdzie znajdowały się najwyższe budynki. Rzadko tam bywała. To centrum wszystkich sklepów markowych. Wszystko jest tutaj bardzo drogie, a ludzi bywa więcej niż w jakimkolwiek innym miejscu w mieście. Wjechali do podziemnego parkingu. Było tam ciemno, tylko małe lampy umieszczone na ścianach oświetlały nikłym światłem pomieszczenie. Tony zaparkował na jednym z miejsc i wyszedł z samochodu, a za nim Alice. Szli przez parking słysząc tylko echo swoich kroków. Przystanęli przed szklaną windą. Stark włączył ją i we dwójkę weszli do środka. Szybko znaleźli się na samej górze. Przeszli przez krótki korytarz i stanęli przed brązowymi drzwiami na których widniał napis Mr. Stark. Otworzył je i wszedł, a za nim Alice. W środku panował półmrok, ale kiedy Avenger zapalił światło przed oczami dziewczyny pojawił się ogromne mieszkanie. Nowoczesne meble od razu rzuciły się jej do oczu. Nie był to typowy dom. Ten miał bardzo wielkie okna, które robiły za ściany, a za nimi znajdował się wielki taras, który mógłby być jeszcze jednym pokojem. Alice znowu ogarnęło niedowierzanie.
- To twój dom? - Spytała rozglądając się.
- Tak - odpowiedział rzucając klucze na stolik w przedpokoju. - Chyba nie sądzisz, że włamaliśmy się do kogoś - odparł z ironią.
- Nikt mi chyba nie uwierzy kiedy powiem gdzie mieszkam.
- Nikt nie uwierzy, bo nikt nie może się o tym dowiedzieć - ostrzegł ją.
- Dlaczego? - Zapytała zaskoczona.
- Bo to tajemnica. Chodź pokarze ci twój pokój - rzekł i od razu zmieniając temat poszedł w głąb mieszkania.
- Jak sobie chcesz - westchnęła i podążyła za nim.
- Tak z ciekawości jaką ty masz moc? - Spytał otwierając drzwi do pokoju gościnnego.
- Lepszym byłoby pytaniem jakiej nie mam - odpowiedziała wchodząc do środka. - Dziwne jest to, że taki wielki superbohater nie jest tak poinformowany - zaśmiała się drwiąco opadając na łóżko.
- Nie o wszystkim nam mówią.
- Ale ty wyglądasz na takiego co chce wiedzieć wszystko - upierała się przy swoim.
- Może - poruszył obojętnie ramionami.
- Nie muszę pytać ciebie żeby wiedzieć o tobie wszystkiego - stwierdziła spoglądając prosto w jego oczy. Zmarszczył czoło zainteresowany. - Masz na imię Tony Stark, a znany jesteś pod pseudonimem Iron Man. Twoją mocą jest blaszany kostium bez którego jesteś tylko człowiekiem. Stworzyłeś Ultrona, który stał się kompletną klapą. Chcesz coś jeszcze wiedzieć? - Zagadnęła zakładając nogę na nogę.
- Tylko to ze mnie wyczytałaś?
- Nie, ale przy większości są blokady, a teraz jak pozwolisz pójdę spać. Strasznie meczący był ten dzień - rzekła kładąc się plackiem poprzek dużego łóżka.
- Jak coś będziesz chciała to znajdziesz mnie - oznajmił i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Znowu zapanował półmrok. Leżała z przymkniętymi oczami nasłuchując głosów ulicy, które roznosiły się po pokoju przez otwarte okno. Była to bezchmurna noc i wszystkie gwiazdy było widać doskonale. Nagle zapanowała cisza. Błoga cisza, która ją uśpiła.
----------------------------------
Zapraszam na 5 rozdział! :)
Co do ostatniego rozdziału to muszę przyznać, że było w nim bardzo mało opisów.
Postaram się ich dodawać o wiele więcej.
Jeżeli chodzi o ten rozdział to on mi się całkiem podoba.
Zapraszam do komentowania, bo to motywuje. :)
2 komentarze = następny rozdział

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 4

- Ałła! - Wyjęczała leżąc na ziemi i łapiąc się za tył głowy. Otworzyła powoli powieki. Obok siebie zauważyła zarys jakiejś postaci. Przetarła dłońmi oczy. Ukazał się jej młody mężczyzna. Miał niebieskie oczy i dłuższe blond włosy. Był ubrany w czarny dres, a na jego twarzy malował się niepokój.
- Nic ci nie jest? - Spytał zmartwiony łapiąc za jej dłoń powodując u niej miły dreszcz.
- Można powiedzieć, że nic - odpowiedziała z grymasem pomału siadając na gołej ziemi.
- Może zabrać cię do lekarza? Mocno się walnęłaś - pomógł jej wstać.
- Nie trzeba. Nie takie rzeczy przeżyłam, a tak w ogóle to co mi się konkretnie stało?
- Wpadłem na ciebie, a jak jestem na całkowitym przyspieszeniu to bywam niebezpieczny.
- No to może byś uważał - rzekła oschle.
- Ty też mogłaś uważać.
- Dobra nieważne - machnęła ręką.
- Tak nie za bardzo nieważne. Przeleżałaś tutaj jakieś pięć minut. Myślałem, że nie żyjesz - powiedział z troską w głosie.
- Pięć minut! - Wykrzyczała. - Spóźnię się! - Pobiegła korytarzem.
- Może jakieś słowo na pożegnanie? - Zagadnął rozkładając bezradnie ręce.
- Cześć! - Krzyknęła z końca korytarza.
- Nie o to mi chodziło - usłyszała przed sobą ten sam głos. Stanęła zdziwiona.
- Przecież ty byłeś tam, a teraz jesteś tutaj. Gdzie? Jak? - Pytała zaskoczona. W końcu zrozumiała, że to musi być jeden z Avengersów. - Ty jesteś pewnie jeden z tamtych. Czego jeszcze chcesz?
- Nie wiem może twojego imienia, bo nie znam cię wcale, a taka ładna dziewczyna nie może być agentem.
- Alice Collins - przedstawiła się i ruszyła dalej.
- Pietro Maximoff...Gdzie tak pędzisz?! - rzekł doganiając ją.
- Na trening, który pewnie już trwa, a ja się spóźniłam przez to, że wpadłam na jakiegoś idiotę, który zamiast ostrzec, że idzie to jeszcze nie patrzy, tylko wpada na ludzi! - Odparła zdenerwowana.
- Może jestem idiotą, ale w dwie rzeczy nie trafiłaś. Po pierwsze ja sam niechodzę, tylko biegam. Chodzenie jest nudne i zajmuje wiele czasu. Po drugie głupio by to wyglądało jakbym na każdym zakręcie krzyczał "Z drogi!" - stwierdził. Alice popatrzyła na niego z ukosa. Był to wysoki chłopak. Nie tak zbudowany jak Steve, ale wyglądał na silnego. Blond kosmyki włosów opadały teraz na jego czoło.
- Idziesz ze mną aż do hali?
- Wybierałem się do siostry, ale jeżeli nalegasz - odpowiedział przeciągle.
- Masz rodzeństwo? - Zapytała zaciekawiona.
- Tak, bliźniaczkę, ale nie jesteśmy do siebie podobni - rzekł zabierają z czoła włosy.
- Dlaczego?
- Jeżeli poznasz ją to zrozumiesz.
Doszliśmy na miejsce gdzie już siedział zniecierpliwiony Clint.
- Myślałem, że już nie przyjdziesz - odezwał się na przywitanie.
- Ja zawsze przychodzę - oznajmiła i stanęła na przeciwko niego.
- Zawsze w towarzystwie? - Spojrzał na stojącego przy wyjściu Pietro.
- Akurat to jest całkowitą nowością - przyznała i spojrzeniem dała mu znak żeby wyszedł.
- To ja już pójdę - odezwał się blondyn. - Siema Clint! Do zobaczenia Alice! - Uśmiechnął się w stronę dziewczyny i wyszedł.
- Trzymaj to - podał jej do ręki łuk i strzałę po czym sam wziął to samo. - Widzisz w oddali tego manekina? - Zapytał wskazując palcem na dalej położony punkt.
- Widzę - odpowiedziała wytężając wzrok.
- Musisz trafić w niego.
- Trafić? Ja nawet nie umiem tego trzymać, a co dopiero trafić z takiej odległości! - Wypuściła łuk z ręki.
- To nie jest takie trudne - schylił się i podniósł go z ziemi. - Chwytasz, naciągasz i strzelasz. Większej instrukcji nie ma - wyjaśnił i pokazał to na swoim łuku. Był o wiele większy od tego co trzymała właśnie w ręce. Strzała poszybowała wysoko z dużą szybkością i wbiła się centralnie między oczy manekina. - Teraz ty - zwrócił się znowu do niej. Stanęła w tym samym miejscu co przed chwilą Clint. Trzymając mocno łuk naprężyła go i wystrzeliła strzałę, która poleciała wysoko i spadła metr dalej.- Nie tak źle chociaż mogło być jeszcze lepiej - stwierdził.
- Chyba po to tutaj jestem żebyś mnie nauczył.
- I cię uczę. Najlepsza nauka jest po przez praktykę.
Wtem zadzwoniła komórka Clinta. Avenger odebrał ją odchodząc na bok.
- Zaraz przyjdziemy - usłyszała końcowe słowa. Sokole Oko rozłączył się i schował komórkę z powrotem do kieszeni. - Fury dzwonił i kazał przyjść do sterowni - powiedział kierując się do wyjścia.
- Wiedzą już co mi jest? - Spytała idąc tuż za nim.
- Tego to nie wiem, ale jak zwołują nas wszystkich to oznacza, że to coś poważnego - rzekł zamykając za nimi wszystkie drzwi.
- Kiedy zazwyczaj to robią?
- Jak szykuje się grubsza sprawa. Zazwyczaj kiedy pojawia się Hydra.
- Dużym prawdopodobieństwem jest to, że to Hydra? - Zapytała z lekka przestraszona.
- Nie wykluczam, ale też nie mówię tak, chociaż fajnie by było jakby się pokazali.
- Fajnie?! Aż tak chce się wam wojny!
- Wojny to może nie, ale walka to jest jedyna nasza atrakcja. Przynajmniej dla mnie.
- Nie wiedziałam, że zabijanie ludzi może być przyjemnością.
- My nie zabijamy ludzi. Chyba, że są bardzo źli to wtedy robimy im tylko krzywdę.
- Wybijając im strzały między oczy - skwitowała ironicznie. Clint otworzył duże drzwi gdzie siedzieli już wszyscy. Wokół wielkiego stołu stały dwa wolne krzesła, które czekały na nich.
- Siadaj tutaj! - Odparł Thor wskazując na wolne miejsce między nim, a Stevem. Alice powoli usiadła spoglądając na twarze innych.
- Więc skoro już wszyscy jesteście musicie usłyszeć o naszym pomyśle - zaczął Fury. - Jak wiemy Collins jest jeszcze młodą osobą i błędem byłoby trzymanie jej ciągle tutaj, dlatego mam dla was kolejne zadanie. Któryś z was będzie musiał ją wziąć do siebie.
- A czy to konieczne? - Spytała zniechęcona.
- Tak i to bardzo.
- Jestem ciekaw kto jest tym szczęściarzem, który będzie musiał robić za niańkę - odezwał się Tony.
- Nie jestem dzieckiem! Nie potrzeba mi opiekuna! - Wykrzyknęła brunetka.
- Doprawdy - burknął ironicznie Stark kołysząc się na boki na obrotowym krześle.
- Mam 19 lat jeśli chcesz wiedzieć - dodała.
- Nie musisz się o tą osobę martwić, bo to u ciebie będzie mieszkać. Przynajmniej może cię to nauczy szacunku, którego rzadko miewasz - spojrzał na niego srogo Fury.
- Można od razu powiedzieć, że wcale go nie ma - rzekła dziewczyna, którą Alice widziała poraz pierwszy. Miała ciemne długie włosy, delikatną cerę, a oczy głębokie i zmartwione czymś.
- Zamknij się! - Syknął do niej Tony.
- Nie mów tak do niej! - Podniósł się z krzesła Pietro.
- A bo co mi zrobisz blondasku? - Zaśmiał się kpiąco.
- Zaraz się przekonasz staruszku - odparł gotowy do jakiegokolwiek ataku.
- Uspokójcie się! - Krzyknął na nich Nick Fury. - Z wami gorzej jak z dziećmi - westchnął załamany.
- Skoro wszystko jest już uzgodnione to możemy już iść? - Spytała niepewnie Natasha.
- Tak idźcie - odpowiedział jej Nick - a ty Alice, idź spokój się! - Rozkazał jej.
-----------------------------------------
Narzekałam na tamten rozdział, a ten wyszedł mi jeszcze krótszy. ;-;
Ostatnio nie mam weny na pisanie długich.
Postaram się następny napisać dłuższy.
Coraz więcej widzę komentarzy na blogu. :)
Bardzo mnie to cieszy. :)
2 komentarze = następny rozdział

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 3

- Jezu, Thor! Wystraszyłeś mnie! - Krzyknął przerażony Clint.
- Chyba nie jestem tak bardzo straszny - stwierdził i zwrócił się do reszty. - Fury pilnie waz wzywa. Jest w sterowni - oznajmił.
- No to niestety musimy zmienić plany - rzekł Tony. Wszyscy wyszli z hali i schodami weszli na samą górę. Alice szła ostatnia przyglądając się Avengersom. Wyglądali na zwykłych ludzi, a nie na maszynki do zabijania. Nadal nie dochodziło do niej, że już jest jedną z nich. Doszli do wielkich brązowych drzwi. Steve otworzył je i przed oczami dziewczyny ukazała się sala z wielkim oknem z którego było widać najbliższe otoczenie. Przy dużym stole stał Fury z jakimś człowiekiem i czytali coś z ekranu, który znajdował się na nim.
- Już jesteście - odezwał się nie odrywając oczu od wykonywanej czynności.
- Tak jak kazałeś przyprowadziłem ich - powiedział Thor i usiadł na krzesło.
- Coś się stało? - Spytała trochę przestraszona Alice.
- Próbujemy rozwiązać zagadkę tej twojej wady - odpowiedział odrywając się na chwile od pracy.
- I co odkryliście? - Zapytała zaciekawiona podchodząc między dwojga mężczyzn. Na ekranie zauważyła swój kod DNA. Różnił się od DNA zwykłego człowieka. Było wszystko pomieszane, porozrzucane. Nic z tego nie mogła rozczytać i dziwiło ją to, że oni z tego widzą tak wiele.
- Jak na razie to nic - rzekł drugi mężczyzna.
- Ty to pewnie Bruce? - Zagadnęła go brunetka.
- Skąd to wiesz? - Spytał zaskoczony.
- Obiło mi się o uszy.
- Pewnie słyszałaś o Hulku - odparł ze smutkiem w głosie. - O tym zielonym potworze.
- Potworze? Nie obił mi się o uszy, ale zgaduję, że to ty. Jest to gorsze od tego co ja mam?
- O wiele! Nie wiesz jakie to straszne! Ty możesz nad tym zapanować, a ja nie mogę. Nie zmieniasz się w zieloną bestie. Pozostajesz w swoim ciele tylko, że otumaniona.
Alice milczała spoglądając na twarze Avengersów. Były poważne. Collins ciekawiło to czy oni kiedykolwiek niemyśleli o tym całym bohaterstwie, czy mają takie problemy co każdy normalny człowiek i czy ona także będzie taka?
- Potwór czy nie potwór ważne jest to, że będzie komu walczyć z Hydrą - odezwał się Clint i usiadł obok Thora.
- Hydra? Co to jest? - Spytała zaciekawiona.
- Hydra to organizacja, która powstała za czasów II wojny światowej. Jest to nasz największy wróg i to głównie z nim walczymy i ty też będziesz z nimi walczyć. - wyjaśnił Fury.
- Wszystko fajnie, ale jest mały problem. Mianowicie to, że ja nigdy nie walczyłam - rzekła.
- Właśnie teraz wszystko zależy od Avengersów - zwrócił się do reszty. - Pokarzecie jej jak korzystać z mocy. Musicie ją nauczyć wszystkiego.
-Mamy jej pokazać wszystkie nasze sztuczki? - Zapytał niedowierzająco Tony.
- Nie wymagam żebyście uczyli ją wszystkiego. Chcę tylko żebyście pokazali to co każdy Avengers musi umieć robić, a że ja mam prawo do wyboru pierwszego, więc zaczniemy od Clinta. Rozpoczynamy od jutra. Alice pewnie jest zmęczona całym dniem, a teraz możecie wrócić do tego co robiliście.
- Już koniec? Świetnie! Więc jak pozwolicie wrócę do swojej pracy - odezwał się Tony i wyszedł z pomieszczenia.
- Ja też już wrócę na swoją planetę - odparł Thor i zrobił to co Iron Man.
- Towarzystwo nam ucieka - stwierdziła Natasha i spoglądając na Clinta dała mu znak, że i oni powinni wyjść.
- Alice pamiętaj trening jutro o 9.00. Tylko się niespóźnij! - Ostrzegł ją Sokole Oko.
- Nie bądź tak surowy - zaśmiała się Romanoff i we dwójkę wyszli z pomieszczenia.
- Ja też już pójdę - powiedziała cichym i spokojnym głosem dziewczyna. Wyszła i schodami zeszła na parter. Mijała różnych agentów, którzy już nie sprawiali na niej takiego wrażenia. Stanęła przed drzwiami do pokoju. Sięgnęła ręką do kieszeni i wyciągnęła z niej kartę. Przyłożyła ją do czujnika i weszła do środka. Otworzyła torbę z której wyjęła piżamę. Weszła do łazienki i zrzuciła z siebie ubranie. Wzięła bardzo długi prysznic. Zawsze go brała kiedy chciała o czymś pomyśleć, a tego dnia miała bardzo dużo do przemyśleń. Wyszła przebrana w lekkie spodenki oraz bluzkę i od razu położyła się na łóżko, ale nie mogła zasnąć. Leżała wpatrując się w sufit i przysłuchując się odgłosom z zewnątrz. Jakieś pojedyncze kroki i rozmowy rozbrzmiewały z korytarza. Z zadumy wyciągnęło ją pukanie do drzwi.
- Proszę! - Powiedziała. Usiadła opierając się o ścianę. Drzwi się otworzyły i Alice zauważyła w nich Steva.
- Mogę wejść? - Spytał przez uchylone drzwi.
- Tak.
Mężczyzna wszedł do pokoju i usiadł obok niej.
- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz - oznajmił przyglądając się dziewczynie.
- W nocy kiedy wszyscy śpią?
- Każda pora jest dobra - rzekł i uśmiechnął się do niej.
- Byłeś dzisiaj bardzo małomówny - zauważyła Collins.
- Czasami lepiej nic nie mówić - odparł i wzrok wkleił na pustą ścianę.
- Nie umiesz się z nimi dogadać - stwierdziła.
- Skąd to wiesz?
- Przeczytałam ci w myślach. Nie umiesz z nimi się porozumieć, dlatego byłeś dzisiaj taki skryty. Nie rozumiesz ich żartów i rozmów. Nie możesz zrozumieć, dlaczego w tych czasach jest tyle nienawiści.
- To wszystko wywnioskowałaś z mojej głowy? - Zagadnął zaciekawiony.
- Tak to robię zazwyczaj.
- Nie lepiej jest po prostu się zapytać?
- Nie zawsze jest to takie proste.
- Wyglądasz mi na osobę, która rzadko rozmawia z ludźmi.
- Rzadko to mało powiedziane. Lepiej brzmi nigdy - westchnęła i pogrążyła się w myślach. Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał Steve.
- Pójdę już - oznajmił. Pomału wstał i wpatrując się w ziemię podszedł do drzwi.
- Musisz? - Zapytała posmutniało.
- Stark powiedział żebym przyszedł znowu do niego, a ja nie chcę sobie psuć humoru jeżeli do niego nie przyjdę - otworzył drzwi, a pokój rozświetliła mała żarówka z korytarza.
- Spotkamy się jutro?
- Na pewno - rzekł z uśmiechem zamykając za sobą drzwi, zostawiając Alice w całkowitych ciemnościach. Dziewczyna z powrotem położyła się i zamknęła oczy, ale tej nocy nie spała. To była pierwsza noc poza domem.
***
Przez małe okno, które znajdowało się nad biurkiem wpadały poranne promienie słońca. Alice opierając się łokciami usiadła na łóżko. Przymrużając oczy spojrzała na zegarek. Wybiła godzina 8.30, a równo o 9.00 zaczynał się jej trening z Clintem. Wstała i podeszła do szafy. Znajdowały się tam same ciemne, obcisłe ubrania. Dziewczyna skrzywiła się niechętnie i sięgnęła po pierwszy lepszy komplet. Ciemne i obcisłe spodnie tak samo jak bluzka na pierwszy rzut oka wyglądały na bardzo niewygodne. Weszła do łazienki i wzięła prysznic. Nałożyła strój, który tak jak przypuszczała był nie wygodny. Zrobiła kucyk i wpadła na pomysł, że doda do tego makijaż. Rzadko kiedy robiła go, bo zazwyczaj stawiała na naturalność. Wzięła czerwoną szminkę, czarną kredkę do oczu i o tym samym kolorze tusz do rzęs. Po umalowaniu się stwierdziła, że wygląda jak...no właśnie jak? Nigdy nie zastanawiała się nad własnym stylem. Zazwyczaj nakładała to na co miała ochotę nie zwracając uwagi na różne dodatki. Kiedy wyszła było za dziesięć dziewiąta. Szła przez korytarze, które jeszcze były opustoszałe. Poruszała się powoli, bo dobrze wiedziała, że nic jej nie przeszkodzi. Kiedy przechodziła przez zakręt poczuła nagle ból i że upada na ziemie.
------------------------------------------------
Rozdział krótki i szczerze nie jestem z niego zadowolona. :/
Pisałam go będąc chora, a wtedy mój mózg za bardzo nie przykłada się do szczegółów.
Jak pewnie zauważyliście zmienił się wygląd bloga.
Proszę o szczere ocenienie wyglądu jak i rozdziału. :)
Nadal smuci mnie ilość komentarzy. :/
Może z czasem to się zmieni...
2 komentarze = następny rozdział
Oreuis bajkowe-szablony